aliens-vs-avatars

Aliens vs Avatars

 
ALIENS VS AVATARS
Aloha! Oto jedna ze zwycięskich recenzji z ostatniego konkursu. Swoją twórczością z nielichym przytupem postanowił podzielić się z wami Grzegorz Bagiński, obczajcie 😉

Każdy z nas zna legendarny już film Lewisa
Schoenbruna zatytułowany „Niesamowity Bulk” (a kto nie zna niech się lepiej nie
przyznaje). Fioletowa wersja marvelowskiego Hulka jest już klasyką złego kina.
Mało osób jednak kojarzy inne „dzieła” tego samego reżysera, w tym jego
najnowsze dziecko pt. „Aliens vs. Avatars”. 

Od czego by tu zacząć. Pierwsza połowa filmu to
głupkowaty slasher rodem z lat osiemdziesiątych. Są głupi nastolatkowie w
trakcie wakacji nad jeziorkiem, ładne cycki, świeci słońce. Żyć, nie umierać.
Błogą sielankę przerywa jednak postać z kosmosu. 
Tytułowy Alien, choć tak naprawdę
jest to bezczelny plagiat Predatora (widocznie słowo „alien” nie jest obciążone
prawami autorskimi) robi to, co Jason Voorhees robić lubił najbardziej, czyli
skraca o głowy niemoralnych gówniarzy uprawiających przedmałżeński seks.

Ktoś mógłby spytać: „Co w takim razie w tytule
filmu robią Avatary? Czy w tym filmie oprócz głupiej młodzieży i znikającego
kosmity znalazło się miejsce dla niebieskich stworków z Pandory?”. Nie do
końca. 
Zaraz za kosmicznym monstrum na Ziemię spada jego największe nemezis:
Ubrany jak Catwoman z filmu Burtona blond-cyborg. Do walki używa swojego
avatara: robota wyglądającego jak wizja przyszłości z „Pana Kleksa”. W skrócie
mamy do czynienia z połączeniem lodówki i Godzilli ze starych japońskich
filmów.

Czy warto obejrzeć ten film? Oczywiście że nie!
To ostatni śmieć, a ilość alkoholu wypita przez przeciętnego widza pozwalająca
na swobodne przyswojenie tego chłamu wywróciłaby na drugą stronę wątrobę
Zdzisława Kręciny. 
Efekty specjalne, owszem, od Amazing Bulka są zdecydowanie
lepsze (może dlatego że użyto prawdziwych plenerów i nie za bardzo mieli co
spieprzyć). Scenariusz i fabuła za to, ehhh, są tak skrajnie złe że „Ciacho”
mieni się jako szczyt kinematografii polskiej obok Wajdy, Kieślowskiego, „Kac
Wawy” i „Och, Karol 2”
Dla zainteresowanych:
Werdykt:

Dodaj komentarz