arrta3

Atak tytanów

 
SHINGEKI NO KYOJIN
ATAK TYTANÓW

 

Od dawien dawna nie pokusiłem się na film typowo skośno-ryżowego pochodzenia i wierzcie mi, że miałem ku temu powody. Produkcje naszych braci zza miedzy (mówię tu o kitajcach znających Kung-Fu) zawsze powodowały u mnie nieliche oszołomienie. Wystarczy spojrzeć na filmy typu „Helldriver” czy „Tokyo Gore Police” by wiedzieć, że bez sporej ilości alkoholu ciężko to ogarnąć standardowemu europejczykowi.

Na całe szczęście, dziwactw zawartych we wspomnianych przeze mnie dziwolągach można na próżno szukać w recenzowanej tu produkcji, co finalnie przełożyło się na przyjemniejszy odbiór, choć fakt faktem, nie było to tak interesujące jak inne produkcje Shimajoto-Agharu-Mishimy*.

Głównym bohaterem jest młody chłystek, który od zawsze zgrywał cwaniaczka i pragnął opuścić miasto chronione zajebistej wielkości murem. Mur ten od ponad stulecia chronił mieszkańców przed koszmarnej wielkości tytanami, niemal nieśmiertelnymi istotami, które z wielką zawziętością polowały na zwykłych ludzi odgryzając im co tylko mogli.

artaaaaa

Nim marzenie chłopaka zdąży się spełnić, okazuje się, że tereny znajdujące się za murem nie są bezpieczne. Tytani atakują miasto, a tylko niewielkiemu procentowi ludności udaje się przeżyć rzeź. Ahoi Temuro von Szpajzelkampf (no dobra, nie wiem jak nazywa się główny protagonista) dołącza do bojowego oddziału, mającego powstrzymać zagrożenie.

W międzyczasie spotyka panienkę, której nie zdążył uratować przed pseudopożarciem i szkoli się w zabijaniu wielkoludów.

I tu przyjdzie mi nieco ponarzekać na koncept fabularny. Prócz kilku błędów scenarzysty widocznych gołym okiem, po gałach wali również dziwaczny motyw transmutacyjny w finale (nie kupuję tego), a także wkurzające turbo/chwyto/plecaki i mało interesujący scenariusz.

artaaa

Mógłbym przyczepić się do jeszcze kilku innych pierdół, ale nie widzę sensu żeby to roztrząsać. Dla fanatyków azjatyckiego kina może i będzie to czadowe, ale mnie nieco rozczarowało.

 

* Reżyser nazywa się zgoła inaczej, ale dałem się ponieść ułańskiej fantazji 😉

Dla zainteresowanych:
Werdykt:

2 komentarzy

Dodaj komentarz