candyman_farewell_to_the_flesh_xlg.jpg2_

Candyman

CANDYMAN
Nie wiem czemu Clive Barker zdecydował się właśnie tak nazwać bohatera swojego opowiadania, tym samym pozbawiając go mrocznej otoczki.
Jest przecież tyle fajnych i złowieszczych nazw, które można wykorzystać w tej prostej, bądź co bądź produkcji.
„Pszczeli pomiot”, „Zahaczony paraweniusz” czy choćby „P.U.P.K.A. (Potomek Urbanistycznego Plemienia Karcący Aryjczyków) …
Ok, ostatniego przykładu jak zwykle będziecie się czepiać, bo facet wyżynał również przedstawicieli innych ras, ale przyznajcie że brzmi czadersko!
Jakbyście nie mieli pojęcia o co tu kaman, to już spieszę  z standardową pogawędką, która wyjaśni wam co jest tu grane.
Pośród blokowisk, gdzie skorzy do rapowania (cholera, ale ta recka jest rasistowska…) czarnoskórzy mieszkańcy sprawują okrutne rządy, wiecznie żywa jest legenda o zabójcy z hakiem zamiast dłoni.
Dwie psiapsiółki, które pracują razem nad artykułem na temat wspomnianego przeze mnie jegomościa zostają wplątane w kryminalno okultystyczny koszmar, który niejednemu facetowi postawiłby na baczność włosy w wiadomych miejscach.
Główna bohaterka zostaje oskarżona o popełnienie czynów niegodnych, polegających na patroszeniu niewinnych, a zabójca wciąż jest na wolności. Jak skończy się ta zawzięta batalia? A tak jak zawsze –  sztampowo.
Pomimo tego, że ciekawych akcji praktycznie tutaj nie uświadczyłem, to o dziwo bawiłem się całkiem zacnie. Fabuła jest prosta, przejrzysta i nie komplikuje życia zwykłego Kowalskiego, który szuka jedynie miłej rozrywki.
Dla zainteresowanych:
Werdykt:

Brak komentarzy

  • Fraa Farara

    22 lutego 2015 at 11:07

    Wow. A to ciekawe. To znaczy owszem, film jest gównem epickim, ale przy tych tytułach, które się tu przewijają, zaskoczyła mnie aż taka niska ocena.^^
    Ja jedynkę na pewno kiedyś obejrzę, po prostu wciąż nie mam odwagi xD Ale jedynka jest na podstawie Kinga, czyli można założyć przynajmniej JAKIŚ poziom, no nie…? NO NIE? *rozpaczliwa nadzieja*
    Niemniej "Maglownica: Odrodzenie" mnie bawiło w jakiś tam sposób. Nawet jeśli nigdy, przenigdy do tej produkcji nie wrócę, to jednak są tam sceny, które mnie dość spłakały (jak gościu porywa laskę w worku, a na pierwszym planie sąsiad w ogrodniczkach szamie kanapkę <3 po prostu nie mogę z tej sceny xDDD ). Hedley ze swoim małym młoteczkiem niełatwo opuszcza mózgownicę, jak się go już raz zobaczyło^^

    Odpowiedz
  • Jakub Pelczar

    22 lutego 2015 at 12:55

    Ja byłem w szoku jak bardzo sponiewierał mnie ten film, myślałem, że ze trzy piwka spokojnie wystarczą, a tu nie dość, że wynudziłem się jak jasna cholera, to na dodatek fabuła i postacie były zrobione na taki odpieprz, że z wielkim trudem dotarłem do końca.

    Nie widziałem ANI JEDNEGO pozytywu. Wyglądało to tak, jakby udział w tej produkcji był jakąś karą dla aktorów i reżysera. Nie ogarniam tej kuwety.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz