dom

Dom

HOUSE
DOM
Nigdy nie chciałem być znanym pisarzem, choć za gówniarza trochę zdarzyło mi się naskrobać. Były to z reguły romanse o zabarwieniu gastrycznym, albo grafomańskie popłuczyny o mordercach uzbrojonych w konewki. 
Na światło dzienne nigdy to jednak nie wyszło i z perspektywy czasu cieszę się, że tak się stało.
Główny bohater tej produkcji jest bardzo znanym pisarzem, który w tej chwili ogarnięty jest niemocą twórczą i cierpi z powodu rozwodu.
Dziedziczy on jednak po swojej ciotce dość sporą chałupę, która jest jakoby przeklęta i doprowadza ludzi do szaleństwa, a w rezultacie do strzelenia sobie w palnik lub popełnienia samobójstwa w innym dziwacznym stylu.
Młody skądinąd facet zaczyna widzieć dziwaczne stwory, strzela z dubeltówki do czego popadnie i wciąż rozpamiętując koszmar Wietnamu, staje się niebezpieczny dla otoczenia… choć chyba nie aż tak bardzo, jak życzyliby sobie tego autorzy.
Filmidło zawiera w sobie elementy horroru dla nastolatków i wiele głupawych scen z gumiastymi potworami oraz latającymi siekierami. 
Nie muszę chyba mówić, że jest to nielicha średniawka i w dodatek dość nużąca. O ile pierwsze trzydzieści minut dawało radę, to im dalej w las, tym większy wychodził z tego paździerz… smutne.
Dla zainteresowanych:
Werdykt:

4 komentarzy

  • Patryk Karwowski

    17 stycznia 2015 at 18:57

    Steve Miner ma kilka fajnych filmów na koncie. "Warlock" z 1989 roku, z posępnym Julianem Sandsem w tytułowej roli. Wyreżyserował też dwie części Piątku trzynastego. Później złagodniał, poszedł do telewizji czasem wyskakując do kina. Jednak to już zupełnie inny reżyser. "Forever Youngę + melodramat y Melem Gibsonem? Można? Można 🙂 A seria "House" wcale taka najgorsza nie była. Tylko teraz nie wiem czy dobrze pamiętam. Tam w finale była scena że typ przeszedł przez drzwi i taka ogroooooomna nicość była? (btw. o takich filmach mówiłem w ramach vloga, bo swego czasu "House" był popularny w wypożyczalniach 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz