exquisitetenderness

Dotyk śmierci

EXQUISITE TENDERNESS
DOTYK ŚMIERCI
Eksperymenty na istotach ludzkich mają tę cechę, że w bez dobrego wspomagania alkoholowego z reguły kończą się spektakularnym rozpierdolem.
Jeśli dajmy na to testuje się dziwaczne specyfiki na żółwiach, żyrafach czy małpach efekt jest ten sam, więc niejeden zaprawiony w bojach amator medycyny dałby sobie z tym spokój po pierwszych 2-3 próbach.
Jedną z postacią tej historii jest typek, który potrafił uleczać pacjentów ze śmiertelnych chorób jedynie po to, by parę dni później umierały one zafajdane w swoim ostatnim wygodnym posłaniu.
Ludźmi, którzy przez cały film z godną spaniela werwą ścigają psycho-medyka jest parka doktorów, którzy już po pół godziny czasu projekcji majtają zaganiaczami/damskimi wymionami przed twarzami widzów, co nie jest ani spektakularnie zabawne ani zajmujące.
Horroru nie ma w tym za grosz, a wszystko trąci bardziej kryminałem z lekkim zabarwieniem para-psycho-medo-sensacji, niż choćby porządnym filmem akcji.
Byłem lekko zawiedziony zarówno fabułą jak i akcją, ale żeby być szczerym stwierdzę, że największą skazę w psychice pozostawił mi obleśny widok pindola James’a Remara (odtwórca roli Raidena w Mortal Kombat Annihilation).
Chcecie przeczytać kilka słów na zakończenie tej recenzji? Oto one:
Pigwa, tetragramaton oraz parszywiec… może brzmi to dziwnie, ale słowa te są równie bezpłciowe jak prezentowany przeze mnie film.
Dla zainteresowanych:
Werdykt:

1 komentarz

Dodaj komentarz