7u

Ginger Snaps Back: The Beginning

GINGER SNAPS BACK: THE BEGINNING

 

Rzadko która trylogia dowolnego gatunku potrafi utrzymać równy poziom, a dodatkowo poszerzać uniwersum w prosty, acz przyjemny sposób. Zgadliście, chodzi o znienawidzone przez większość widzów prequele, które skutecznie potrafią zniszczyć aurę tajemnicy i zepsuć całokształt.

W trzeciej odsłonie opowieści o kobitkach wilkołakach cofamy się do czasów, gdy najlepszym remedium na rzeżączkę były okłady z szafranu, koziego mleka oraz magnesów, zwykle wykorzystywanych do ozdabiania lodówek. Innymi słowy, witamy w dziewiętnastym wieku.

Siostry Fitzgerald, tułając się po mroźnych lasach trafiają do prawie opuszczonej twierdzy, w której grupa koczowników bezustannie oczekuje na transport żywności, który spóźnia się już tyle, że co poniektórym facetom zaczynają puszczać nerwy.

777

Głównodowodzący przyjmuje siostrzyczki pod swój dach, ale jednocześnie skrywa pewną tajemnicę, która zaważy na przyszłości mieszkańców, a także samych panienek. Dodatkowo, jakby mało było problemów z wyżywieniem i ogarnianiem zapędów żołnierzy, fort jest oblegany przez kudłate monstra, które zwykły w wolnych chwilach wyć do księżyca i ryć ogromnymi pazurami we wrotach, zapewne by zabić czas.

Warto jeszcze nadmienić, że Brigitte i Ginger przed przybyciem do fortu zostały uratowane przez maczo Indianina, o torsie przypominającym telewizor LCD i facjacie godnej bicia na monetach. Człek ten wierzy w legendę o dwóch siostrach, czarnej i czerwonej, która ściśle związana jest z tym, jak wyglądać będzie świat, o ile jedna z nich nie stanie na wysokości zadania i nie zrobi tego, co konieczne.

Co tu dużo gadać, zimowe, oszczędne plenery, świetnie oddające klimat tamtych czasów pejzaże oraz prosta, acz wciągająca historia sprawiają, że nie tylko recenzowany tu prequel staje godnie obok dwóch poprzednich części, ale nawet je przewyższa.

77

To bez wątpienia moja ulubiona część cyklu i śmiem nawet twierdzić, że wilkołaki, które wyglądają nieco pokracznie (w sumie to cecha szczególna tej serii) tylko dodają tej opowieści uroku. Jeśli podobały się wam poprzednie części, oglądajcie w ciemno, zwłaszcza, że finał jest ciekawy i satysfakcjonujący.

Dla zainteresowanych:
Werdykt:

Dodaj komentarz