starrr

Gwiezdny kryształ


STAR CRYSTAL
GWIEZDNY KRYSZTAŁ

 

W ciągu całego życia bałem się jedynie kilku rzeczy, które można policzyć na palcach jednej ręki: rekinów, szerszeni, Predatora, chorób wenerycznych, bakterii, agresywnych kotów, dziadka, Ewy Drzyzgi, kobiet podnoszących ciężary, braku Wi-Fi oraz kosmosu.

Ten ostatni lęk ciążył mi najdłużej, dlatego gdy jakiś czas temu odpaliłem sobie prezentowane tu dzieło nielekko strach mnie obleciał i już w pierwszych minutach zacząłem odczuwać dyskomfort psychiczny. Na całe szczęście pikawa szybko przestała wywijać salsę, a puls wrócił do normy dzięki panu scenarzyście, który odwalił swoją robotę tak świetnie, że nie tylko nie zemdlałem z przerażenia, ale ogarnęła mnie senność.

Wyobraźcie sobie kosmiczny frachtowiec, który nagle zostaje zaatakowany przez nieznane siły. Ludziska drżą ze strachu i próbują się dowiedzieć co sprawia, że na wskaźniku ofiar śmiertelnych powoli kończy się skala. Trochę trwa nim tajemnica zostaje rozwiązana, a gdy się to dzieje widz ma ochotę pociąć sobie nadgarstki plastikowym opakowaniem po kosmetycznej wazelinie. Da się tak, zaręczam.

Finał jest tak głupi, że głowa mała. Istota, która jest odpowiedzialna za mordy mówi coś w stylu: „Sorka ludziska, trochę mnie poniosło ale wiecie, uczę się przez całe życie. Dobrałem się do waszych komputerów, prześledziłem wasze poczynania i ten… tego, chyba nie stanowicie zagrożenia, także „żółwik”, sorka za zamordowanie waszych przyjaciół, będę pisał jak skończą mi w domu remont.”

Tak było! Scenariusz jest dziwaczny i choć wiem, że część z was darzy tę produkcję estymą, to ja do fanów tego paździerza na pewno należał nie będę. Czółko!

3 komentarzy

Dodaj komentarz