Indigenous

INDIGENOUS

Wiecie, że Amerykanie mają nierówno pod sufitem i za nic mają swoje bezpieczeństwo, o ile skusi się ich zmysły czymś ciekawym? Właściwie to są jak koty, które potrafią wesoło fikać po znajdującym się na trzecim piętrze parapecie, próbując dorwać czadowo wyglądającego owada i nie zważając przy tym na konsekwencje.

Taka właśnie grupka zamożnych dzieciaków postanowiła spędzić swoje wakacje w Panamie i rozkoszować się swoim ostatnim wyjazdem, nim wkroczą na nową drogę życia i zajmą swoimi pasjami, takimi jak weterynaria, profesjonalne szpachlowanie czy dystrybucja czeskiej pornografii… co kto lubi.

Gdy piaszczyste plaże, drinki i pełne rekinów okoliczne wody przestają im wystarczać, wyruszają w zakazane lasy by zobaczyć misternie wykonany przez Matkę Naturę wodospad, o którym usłyszeli od jednego z miejscowych, który jednak pod groźbą wychłostania mokrą szmatą zakazał jakichkolwiek wycieczek w te rejony.

Dzieciaczki oczywiście za nic mają dobre rady tubylca i wraz z jego kumpelą pędzą co sił do zjawiskowego wodospadu, byleby tylko zaliczyć kolejne warte pyknięcia fotki miejsce. Gdy już tam docierają, miejscowa panienka zamierza poświntuszyć z jednym z chłopaków w okolicznych lasach i wtedy zaczyna się jatka.

Dziwaczne stworzenie, które zamieszkuje te tereny i było sprawcą licznych zaginięć ludzi zaczyna polować na młodziaków, nie zważając na takie rzeczy jak stan ich portfela czy płeć. W końcu nie dość, że wszyscy oni smakują podobnie, to stworek wybredny z pewnością nie jest.

Choć miałem mieszane uczucia co do tego filmu, to finalnie bawiłem się całkiem fajnie. Bestia, co cieszy wykonana jest bez użycia efektów komputerowych i prezentuje się zacnie, a sam finał jest na tyle ciekawy, że warto przetrwać kilka znajdujących się w tej produkcji dłużyzn.

Warto? A pewnie że tak, bo choć jakąś absolutną rewelacją to nie jest, to mimo wszystko powinniście się dobrze bawić.


Dla zainteresowanych:
Werdykt:

Dodaj komentarz