111111

Jurajska zdobycz

JURASSIC PREY
JURAJSKA ZDOBYCZ

 

Gumowy jaszczur, trochę kulawej animacji poklatkowej, amatorskie aktorstwo, efekty specjalne tworzone w Sony Vegas Pro i kaleka fabuła. Tak w można określić ten wybitnie niskobudżetowy film, którego najjaśniejszą stroną jest plakat, który z resztą kompletnie nie oddaje realiów recenzowanego tu dzieła.

Jeśli myślicie, że chociaż trzon fabularny jest w stanie pozytywnie was zaskoczyć, to radzę jak najszybciej zdjąć klapki z oczu i przygotować pokaźną ilość pienistych trunków, o ile po przeczytaniu recenzji wciąż będziecie mieli chęć kaleczyć sobie psychikę.

Banda rzezimieszków, wśród których znajdują się jednostki o spragnionych miłości gołębich sercach napada na bank, by w końcu zakosztować dostatniego życia i zapewnić swym wybrankom taką ilość świecących się jak psu jajca błyskotek, że przekształcą się w mobilne latarnie morskie.

111

Skok się udaje, a chłopaki melinują się w wiejskiej chatce, uprzednio porywając przypadkowo spotkaną panienkę z anoreksją. Nie wiedzą oni jednak, że w okolicy grasuje prehistoryczna bestia, która poprzez kontrolowane wybuchy została uwolniona z podziemnej pieczary, w której przez kilka milionów lat zabijała nudę ćwicząc grę na banjo oraz pisząc wiersze… tak mi się przynajmniej wydaję.

Żeby jakoś zobrazować wam całokształt, posłużę się tym oto zdjęciem.

Jeśli reżyser uważa, że łatwiej jest dorobić komputerowo generowany ogień na pochodni, niż po prostu ją podpalić, to czegoś tu cholera nie rozumiem. Na szczęście moją rolą jest jedynie przeżyć seans oraz poinformować was o skutkach ubocznych, towarzyszących widzowi aż do napisów końcowych.
Przez kilka ostatnich lat widziałem znacznie więcej gorszych szmir, tak więc dało się przeżyć seans w stanie, pozwalającym na kontrolowany powrót do łóżka. Czy wam uda się podobna sztuka? Może i tak, ale moim zdaniem nie warto nawet próbować.
Dla zainteresowanych:
Werdykt:

Dodaj komentarz