may

May

 MAY

Na początek, mała dygresja.
Jeśli któryś z was uwierzył, że zaprezentowana na plakacie pannica
nie jest okraszona potężnym make’upem + photoshopem polecam zobaczyć jak
prezentuje się ona w rzeczywistości.

Napatrzyliście się? No to fajnie.
Właściwie ciężko mi stwierdzić czy opisywany tu film wpasowuje się w tematykę bloga, ale mam nadzieję, że jeśli raz na jakiś czas zrobię minimalne odstępstwo od normy, to nie będziecie szukać mnie po mieście, w celu władowania szpica w mój sławny zad?
….
Milczenie oznacza zgodę, tak więc bez większych obaw (jak coś to piszcie, wykasuję recenzję) zaserwuję wam kilka ciekawostek dotyczących tej produkcji.
Primo: Prezentowane tutaj filmidło nie posiada w tytule słów typu: rekin/mordercze/owcojebca, które to zawsze zwabiają amatorów gównianych filmów, którzy pozostałych recek nie zaszczycają choćby spojrzeniem.
Secundo: Krwi/bebechów oraz nagości/kopulacji jest tutaj absolutnie minimum, więc zwyrol szukający jedynie uciech wzrokowych nie znajdzie tu nic ciekawego.
Tertio: Lekko dziwaczne czy chore sceny, które zaprezentowane są dopiero na samym końcu filmu i tak nikogo nie zszokują, więc woreczek na wymioty jest w tym przypadku absolutnie zbędny.
Czym więc zasłużył on sobie, by znaleźć swoje miejsce na łamach „Na trzeźwo nie warto” ?
Pozwólcie, że zacznę od początku.
Posiadająca pewną widoczną wadę (jedno z oczu non stop spoziera w kierunku jej biustu) tytułowa dziewczynka przez całe dzieciństwo nie może znaleźć przyjaciół.
Jej matka, która woli ukrywać oko córki pod piracką przepaską, niż dać jej oswoić się z tematem doprowadza do tego, że dziewczyna do późnych lat jest wyobcowaną samotnicą, która za jedyną przyjaciółkę ma skrytą w szklanym pojemniku lalkę.
Szukając bliskości i akceptacji zaczyna kręcić z hojnie obdarzonym przez naturę chłopakiem, który (podobnie jak wasz uniżony recenzent) może poszczycić się całkiem pokaźnymi dłońmi.
 Kiedy wszystko bierze w łeb, a nawet lesbijskie akcje nie są w stanie utrzymać jej psychiki w całości, postanawia zrobić coś, czego nie powstydziłby się pewien znany od wielu wieków chirurg amator.
Dalszej części zapewne możecie się domyślić.
Właściwie nie mam temu filmowi ani jednej rzeczy do zarzucenia, bo choć fabuła rozkręca się koszmarnie wolno, a chorych czy krwawych akcji tu praktycznie nie ma, to warto pochwalić niezłą grę aktorską i fajne nakreślenie kalekiej psychiki głównej bohaterki.
P.S. Ciekawostką jest, że gra tu również aktorka znana z puszczalskich ról w „Strasznym filmie”.

Dla zainteresowanych:
https://www.youtube.com/watch?v=3qv38cYbcq0

Werdykt:

Dodaj komentarz