bgggggggg

Meksykański wilkołak w Teksasie

MEXICAN WEREWOLF IN TEXAS
MEKSYKAŃSKI WILKOŁAK W TEKSASIE

 

Gdy w filmie o wilkołaku patroszącym ludzi narracja zaprezentowana jest w formie pamiętnika nastolatki to coś jest cholera nie tak. Do tego widząc specyficzny sposób kręcenia w stylu latino… ehh, odechciewa się oglądać.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym przed seansem nie zaopatrzył się w pieniste artykuły pierwszej potrzeby, które są dla mnie tym, czym dla żołnierza kewlarowa kamizelka… potrafią ocalić życie.

bgggg

Na szczęście nie było wcale tak źle jak się tego spodziewałem, więc jesli jesteście spragnieni dalszych szczegółów zróbcie szpagat. Albo po prostu czytajcie dalej.

Bestia wredna i kosmata zalęgła się w Teksasie i bez żadnej dodatkowej zachęty zaczęła masakrować każdego, kto miał na tyle wielkiego pecha by wpaść w jej koszmarne łapska. Oczywiście całe miasteczko sra pod siebie na myśl o kolejnym ataku, ale w końcu od czego chłopaki noszą strzelby, prawda?

bgg

Polowania są jednak bezskuteczne, a monstrum pozostaje nieuchwytne do czasu, gdy przypadkowo zestrzelona satelita spada na wilkołaka w jednej z ostatnich scen miażdżąc go jak dorodnego orzecha… to kłamstwo, nic takiego się nie dzieje, ale byłoby fajnie, no nie?

Tym co psuje klimat jest gadanina głównej bohaterki. Gdy widz podziwia jakąś scenę, babeczka potrafi ni z gruchy ni z pietruchy przysadzić tekstem, który wwierca się w mózg i burzy kruchy związek między zmysłem smaku i wzroku. Naprawdę, tak to na mnie działało.

Plusem tego filmu jest wygląd wilkołaka, który jak na półamatorskie warunki wygląda naprawdę spoczko, a reszta niestety jest mdła i nieciekawa, ale od biedy da się to obejrzeć.

Dla zainteresowanych:
Werdykt:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz