456

Mięso dla diabelskiego zamrażalnika

MEAT FOR SATAN’S ICEBOX
MIĘSO DLA DIABELSKIEGO ZAMRAŻARNIKA

 

Spora ilość wychłeptanych w panice browarów, dwa opakowania orzeszków, pół paczki wypalonych papierosów oraz obrzydzenie do samego siebie. Oto mój bilans obcowania z tym zakalcem, po którym dostałem wysypki na przedramieniu i ledwo doczołgałem się do łóżka, obijając sobie boleśnie palec u stopy. Ten co zawsze, sami zresztą wiecie.

 

Nie wierzcie oczywiście w żadne zapewnienia twórców, które umieszczone są na plakacie, bo to ściema pierwszej wody… chociaż jakby się nad tym zastanowić, to mają trochę racji. „Szokujące” jest to, że w ciągu niemalże dwóch godzin nie dzieje się tam absolutnie nic wartego uwagi, a „niepokojący” jest fakt, że komuś chciało się w ogóle w tej szmirze wystąpić.

Zaintrygowany fajnym tytułem, postanowiłem chyżo podbiec do sklepu, zakupić co trzeba i odpalić filmidło, wcześniej rozpłaszczając tyłek na krześle, które bardziej przypomina kandelabr połączony z wyciskarką do czosnku, niż siedzisko z prawdziwego zdarzenia. Kiedyś wam je pokażę.

 

Film zaczyna się z impetem! Młoda, acz niezbyt ponętna panienka hasa sobie wesoło (i półnago) wśród szemranych typków, nie wiedząc, że za krótką chwilę będzie ścigana niczym dzikie zwierze. Trzeba w tym miejscu wspomnieć, że natrafiła ona na kanibali, którzy z niejednego rondla mięso wybierali, tak więc mierzyć się z nimi dziewuszka nie może.

 

Chwilę później poznajemy parkę, która jest wybitnie dziwaczna. Panienka, to uzależniona od mocnych dragów lampucera, uwielbiająca kopulować ze swoim ojcem, młodziak natomiast, to rockandrollowiec Christian, który jest tak wyrazisty jak moje gałki oczne po ostrej imprezie.
Ludziska mają pecha wpaść w ręce wspomnianych przeze mnie kanibali, czczących dodatkowo Pana Rogatego. Pomimo, że po okrutnych torturach udaje im się zbiec, to jednak zostają po raz kolejny pojmani i katowani na przygłupawe sposoby, co zresztą stanowi jakieś 70% filmu.

O ile krwawe sceny wyszły w tym dziele tandetnie i idiotycznie, to pomyślcie sobie co musiałem czuć, podziwiając całą resztę, która jest znacznie, znacznie gorsza. Przyznam się wam szczerze, że kilkanaście razy zdarzyło mi się przymknąć na pół minuty oczy podczas seansu, bo to, co jest tu zaprezentowane to istny koszmar.

 

Dawno się tak nie wynudziłem, a do tego głównych bohaterów miałem w dupie tak głęboko, że… domyślcie się. Nie mogę cały czas nawalać głupimi porównaniami. Mam mówić dalej? Nie sądzę.

Dla zainteresowanych:
Werdykt:

Dodaj komentarz