g43

Mistrzowie horroru: Incydent na górskiej trasie

MASTERS OF HORROR: INCIDENT ON AND OF A MOUNTAIN ROAD
MISTRZOWIE HORRORU: INCYDENT NA GÓRSKIEJ TRASIE

 

Don Coscarelli, facet który dał światu wiele części „Morderczych kuleczek” został zaproszony, by wyreżyserować jeden z odcinków recenzowanej tu serii. Nie będę ukrywał, że twórczość tego gościa interesuje mnie w równym stopniu jak proces tworzenia żwirku dla kotów o zapachu oceanu… istnieje taki, wierzcie mi.

Mimo wszystko jednak postanowiłem dać facetowi szansę i późnym wieczorem zasiadłem do seansu. Niestety już po pierwszych kilkunastu minutach minę miałem nietęgą, a w mózgu kołatała się myśl, która mówiła mi, że lepiej już nie będzie.

gggggg

Odcinek ten miał zapewne opierać się na pomyśle, że płeć piękna jest zdolna do rzeczy niebywałych i po odpowiednim szkoleniu potrafi rozwalać betonowe ściany ciosem z dyńki, a hart ducha i ciała tejże płci jest tak harmonijny, że aż cycki pieką. Dobra, może trochę mnie poniosło, ale więcej filozofii z tego nie wycisnę, ale co tam, często chodzi przecież tylko o dobrą zabawę, prawda?

Gówno prawda. Jeśli masz niecałą godzinę na zrobienie fajnej opowieści grozy, to albo stawiasz na sceny gore albo niczym pajęczą sieć, tkasz ciekawą i interesującą historię z dreszczykiem. No chyba że masz pod dostatkiem talentu i budżetu, wtedy można poszaleć.

gggg

Coscarelli postawił na prostą fabułę, w której to pewna babeczka jest ścigana po lasach przez sporych rozmiarów mordercę o twarzy Urug-Hai. Choć początkowo sytuacja wydaje się niezbyt ciekawa, z pomocą przychodzą jej doświadczenia z przeszłości, kiedy jeszcze była zamężna z czubem, jarającym się survivalem. Dzięki nabytym wcześniej umiejętnościom kobita jest w stanie powalczyć z psychopatą, a polowanie na nią stanowi nie lada wyzwanie.

Niestety całokształt jest wyjątkowo przeciętny i jeśli chcecie być czymkolwiek zaskoczeni, to z pewnością się zawiedziecie. Sztampa, nuda oraz brak jakiegokolwiek polotu wyłazi z tej produkcji niczym węgorze z dziurawego worka, tak więc wątpliwym jest, że będziecie się na tym jakoś wybitnie dobrze bawić.

Dla zainteresowanych:
Werdykt:

3 komentarzy

  • Est

    6 listopada 2015 at 08:28

    Jak na pierwszy epizod serii, który powinien wzbudzić zainteresowanie potencjalnych widzów to wypada słabo. Jak dla mnie to jest typowy horrorek, których teraz cała masa zalewa wszystkie serwisy VOD, czy rynek tanich dvd. No kompletnie nic ten odcinek nie ma do zaoferowania. I pamiętam, jak bardzo byłem nim rozczarowany oglądając go pierwszy raz jakieś 8 lat temu.

    Odpowiedz
  • Pan Szyszek

    12 listopada 2015 at 22:33

    Obejrzałem wczoraj i też zamierzam zrecenzować. I tu muszę powiedzieć, że trochę poszedłeś po łatwiźnie, bo film miał wielki potencjał, a potem właśnie wszystko spierdolono. Ale o tym trzeba mówić, a nie przemilczać 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz