2222222

Młocarz

 
MŁOCARZ
TRESHER

 

Wiem, wiem, wiem… znowu dorobiłem plakat w cholernym Paincie i na dodatek nieszczególnie się przy tym starałem, żeby nie powiedzieć tego dosadniej.

Ale przecież za to mnie lubicie, nieprawdaż??

Nie ma w końcu drugiej takiej łajzy jak ja, która dla waszej uciechy ogląda psychodeliczne produkcje traktujące o bestiach poruszających się na własnych trzewiach lub też uprawiających jogging na bezkresnych dywanach zszytych ze skór swych ofiar.

Żeby było jasne, nie ma żadnych scen tego typu w recenzowanym tu filmie, ale na pewno wiecie że czasem ponosi mnie wyobraźnia.

Żeby jednak było ciekawiej, w tej krótkometrażowej produkcji, wybitnie wzorującej się na dorobku Lovecrafta mamy do czynienia z facetem, którego specjalnością jest łamanie szyfrów form wszelakich.

Typek jest poza tym fanem muzyki klasycznej, posiada hiszpańsko-mongolski akcent, którego nie powstydziłby się rdzenny mieszkaniec Trzeciego Świata, a także aż nad wyraz widoczna jest jego awersja do jednorazowych golarek.

Niesamowicie skupiony na swoim zadaniu jegomość stara się przełamać bramę światów, która łączy naszą rzeczywistość z uniwersum Wielkich Przedwiecznych i można nawet powiedzieć, że po części mu się to udaje.

Dalszego rozwoju wypadków jednak nie spodziewa się nikt, może poza kilkudziesięcioma procentami widzów zaprawionych w podobnych dziełach.

Końcówka jest do przewidzenia jeszcze przed odpaleniem filmu, ale nie przeszkadza to w zupełności w chłonięciu atmosfery, która jest przyjemnie gęsta i dosyć mroczna.

Jak na trwającą niecałe osiem minut produkcję prezentuje się ona całkiem zacnie, choć tęsknię trochę do nieco dłuższych dzieł, ze znacznie bardziej wyrafinowaną fabułą.

Mimo wszystko całokształt jest przyswajalny po dwóch piwkach o ile jesteście fanami twórczości Lovecrafta.

Jeśli nie, walnijcie sobie dodatkowego browarka.

Dla zainteresowanych:
Werdykt:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz