Mrowisko w prąciu

ANTFARM DICKHOLE – MROWISKO W PRĄCIU

Co zrobilibyście, gdyby podczas seksu oralnego (ona robi dobrze wam), wasza luba zaczęła pluć olbrzymimi, plastikowymi mrówkami, które wśliznęły się w jej usta podczas blowjoba, wprost z wnętrza waszego „sprzętu”?
Zapewne obiecalibyście sobie przynajmniej tygodniową wstrzymkę na dopalacze i przerzucili się na procentowe wspomaganie organizmu. Jeden z bohaterów tego filmu nie miał jednak tyle szczęścia, ponieważ zdarzyło się to naprawdę. Jeszcze mniej szczęścia miała jego kochanka (fajny tyłek), z której po uczcie mrówek, ostały się jedynie kości.
Jest to film, w którym kamerzysta bardziej skupia się na ukazaniu kolczyka znajdującego się w kobiecej cipce, niż na tym, żeby ujęcia miały przynajmniej zadowalającą ostrość. 
Autorzy powinni także zmienić tytuł na „Mrówkospuszczacz”, ponieważ człowiek, w którym bytuje mrowisko uwielbia onanizować się przy nagich kobitkach, strzelając do nich olbrzymimi insektami.
Wiem, że to popierdolone. Ja sam dziwiłem się jak ktoś mógł nakręcić coś takiego, ale cóż, ludzkie potrzeby są tak różne, że nie mnie to oceniać.
 Film jest pełen absurdów, a prawie każda scena jest kręcona tylko po to, żeby pokazać trochę (bardzo dużo) damskiego ciała, ze szczególnym uwzględnieniem, nazwijmy to neutralnie: dróg rodnych.
 Jest to film wyłącznie dla zwyroli takich jak ja, ewentualnie dla ludzi zafascynowanych trybem życia pracowitych mrówek.
 I jeszcze słowo na niedzielę: scena, w której olbrzymi insekt kopuluje z nagą, spętaną kobietą, powinna dostać Oscara.
Dla zainteresowanych:
Werdykt:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz