biki

Mścicielki w bikini

BIKINI AVENGERS
MŚCICIELKI W BIKINI

 

Wielu z nas zaczynało swoją przygodę z erotyką, gdy z wypiekami na twarzy i ręką pod kołdrą oglądało nielichej jakości filmy, serwowane przez chociażby Polonię 1. Ktoś jeszcze pamięta?

Jeśli kojarzycie schemat takich produkcji, to doskonale wiecie, że fabuła jest tu potraktowana po macoszemu i stanowi jedynie pretekst do ukazania kopulacji, w której organy rozrodcze zakryte są poprzez mistrzowskie kadrowanie i godziny ślęczenia w programach do obróbki video.

Bohaterami tego dzieła są dwie mścicielki, które jednak wbrew pozorom bikini nie noszą. Czemu? Cholera to wie, prawdopodobnie wpierw wymyślono tytuł, a stworzenie skąpych strojów było znacznie bardziej pracochłonne i kosztowne niż świecące mundurki… naprawdę nie wiem, pomińmy to.

 

(Ten uśmiech! I co za styl!)

 

Opowieść nam tu przedstawiona, prezentuje się niczym rasowy blockbuster i zaraz dowiecie się dlaczego. Pewna zła i skora do szczerzenia ładnego ryjka Cesarzowa postanawia ukraść legendarny diament od księżniczki i wykorzystać jego moc ogniskującą.

Po umieszczeniu go w jednej z satelitów, będzie mogła stworzyć niszczący „promień śmierci”, dzięki któremu zapanuje nad światem, a co zatem idzie, darmowe gumiżelki oraz unikatowe szklanki po Nutelli będą mogły płynać do niej szerokim strumieniem, a zaoszczędzone pieniądze będzie mogła wydać na kolejne gotyckie wdzianka.

Dwie superbohaterki wyruszają na eskapadę, w której dobro świata jest jednak celem drugorzędnym. Najważniejszy jest tu seks, a nawet tak niesfornie sformułowane zdanie, jak „mam proziaki, komu obciągnąć za odrobinę masła?” kończą się na miłosnych harcach.

 

(„Suszymy ząbki panowie”)

 

Finalnie wszystko kończy się dobrze, panienki wsiadają do Bikini-mobilu, a chłopak jednej z nich zalicza trójkącik z dwiema mścicielkami i w
pewnym momencie jest chyba posuwany od tyłu przez jedną z nich… tak to trochę wyglądało.

Co ja wam będę gadał, głupiutkie to jak diabli i powstało wyłącznie z myślą o młodocianych onanistach, którzy nie odkryli jeszcze, ile darmowej pornografii można znaleźć w cyberprzestrzeni. Ale czy są jeszcze tacy? Śmiem wątpić.

 

Dla zainteresowanych:
Werdykt:

Dodaj komentarz