551a7eb11ab1920dcec41bcd720e7515_jpg_290x478_upscale_q90

Omega Doom

OMEGA DOOM
Żeby było jasne… uwielbiam Rutgera Hauera, a postapokaliptyczne filmy ubóstwiam równie mocno.
Jednak to, co zostało mi zaprezentowane w tym dziwolągu sprawiło, że co 3-4 minuty śmiałem się jak opętany „podziwiając” bzdurne teksty, koszmarnie tandetne efekty specjalne oraz idiotyczną, pisaną na kolanie fabułę.
Tytułowy bohater jest cyborgiem, który po strzale w czajnik stracił pamięć. Wpierw zabijał ludzi i tępił ich niczym kociak myszki, ale pod wpływem headshota stracił do tego zapał.
Trafiając do mini-miasteczka, w którym frakcje cyborgów oraz klonów czekają na sposobnośc, by przejąć kontrolę nad składem broni nasz bohater infiltruje oba obozy, szanując jedynie odczepioną od korpusu głowę androida i panią barman.
Wnet nad miasteczkiem rozbrzmiewa echo lokalnej wojny, a podstarzały cyborg wydaje się być najlepszym remedium na zło, bezzasadną przemoc, stosunki przedmałżeńskie, obrońców klauzuli sumienia oraz prawicowe organizacje pozarządowe.
A tak na serio, filmidło to jest jednym wielkim zlepkiem koszmarnie głupich scen, po których obejrzeniu koń popuściłby w galoty. Nie ratuje tego ani Hauer, ani przyzwoite plenery. 
Można mieć do tego sentyment, ale wybitnie nie wytrzymał on próby czasu i to w żadnym aspekcie.
Dla zainteresowanych:
Werdykt:

5 komentarzy

Dodaj komentarz