Bez tytułu

Orkowie!

ORCS!
ORKOWIE!

 

Ale miałem ubaw, no niech mnie dunder świśnie! Niby jest to zwykła komedyjka z zabarwieniem amatorskiego fantasy, ale gdy czerpie się z innego dzieła w rozsądny sposób, może wyjść z tego coś naprawdę klawego i tak właśnie stało się przy tej produkcji.

Wyobraźcie sobie „Władcę Pierścieni” rozgrywającego się na terenie parku narodowego, a w miejsce hobbitów wstawcie strażników oraz jedną dziwaczną kobitę. Musicie wiedzieć, że pewien doświadczony, choć nie stroniący od alkoholu i narkotyków obrońca wspomnianego przeze mnie dziewiczego terytorium musi wraz z nowym kadetem bronić granic parku przed najazdem orków.

Skąd oni się tam wzięli? Teorii jest dużo, począwszy od najazdu nastawionych wrogo sił z kosmosu, na ingerencji Cthulhu kończąc. W każdym razie, setki zielonoskórych bandytów w zbrojach rodem ze średniowiecza najeżdża okoliczne tereny szyjąc z łuków i rażąc ofiary oszczepami made in China.

Musicie wiedzieć, że młody rekrut pieszczotliwie nazywany Hobi (liczę na waszą umiejętność kojarzenia faktów) jest niejako przeciwieństwem swego starszego kolegi, marzącego o palmach i drinkach z kokosów. Na szczęście młodziak nie jest kompletną pizdą, lecz potrafi siepać z Uzi jeszcze lepiej niż Lara Croft, tak więc pożytek jest z niego całkiem zacny.

Bardzo cieszyło mnie to, że wiele scen zostało inteligentnie zapożyczonych z trylogii Petera Jacksona, a ich pokrętne odwzorowanie nie raz wywołało u mnie banana na ryju, nie jest to co prawda jakieś mistrzostwo świata, ale nie sposób odmówić autorom dystansu do filmu, z którego zapożyczyli tyle pomysłów.

Bawiłem się naprawdę zacnie, co może potwierdzić moja narzeczona, która często ogląda takie filmidła bo po prostu nie ma innego wyboru. Reasumując, film ten był bardzo miłym zaskoczeniem i jeśli tylko macie pod ręką jednego browarka polecam skonsumować go przy tym prostym, ale naprawdę zabawnym i zrobionym z polotem dziele.

Dla zainteresowanych:
Werdykt:

Brak komentarzy

  • Pan Szyszek

    10 października 2015 at 14:48

    Kiedyś lubiłem Dragon Ball, ale kiedy wersja aktorska wchodziła do kin byłem już za stary, by się takimi bzdetami interesować, niemniej zaciekawiło mnie jak oni chcą to zrealizować, bo poza animacją nie widziałem opcji, by dało się to zrobić. I koniec końców zlałem sprawę, uznając że nie warto się nad tym zastanawiać, ani sprawdzać, bo to po prostu skazane jest na porażkę.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz