Potwór 1903

 
LE MONSTRE
POTWÓR
Oto ostatnia konkursowa recka, napisana przez Piotra Więcławka, który na złość waszemu rubasznemu recenzentowi wybrał takiego starocia, że nie posiada on nawet porządnego plakatu, także… ten tego… sorka za jakość 😉
Recenzuję ten film, bo po małym riserczu wydaje mi się
że jest to pierwszy w pełni horror komediowy. Można go też
podciągnąć, lekko na wyrost, pod kategorię zombie, no i obecny
jest lekki aromat nekrofilii, a to Tygryski lubią
najbardziej.Fabuła jest prosta jak otwarcie Carlsberga.
Egipski książę prosi kapłana, by ten przywrócił do życia jego
zmarłą żonę. Kapłan wznosi modły, po czym kościotrup ożywa,
ale nie do końca chce się słuchać kapłana, co prowadzi do
komicznych sytuacji.

Melies był mistrzem kina, jeśli nie
najlepszym reżyserem i scenarzystą wszech-czasów, więc może
trochę tu nie pasuje, ale nie czarujmy się. Po 112 latach ten
nowatorski film wygląda jednak paździerzowo. Ale wtedy musiał i
śmieszyć i przerażać jednocześnie. Zwłaszcza w scenie, gdzie
głowa ożywionej małżonki wystrzeliwuje jak na wężowej szyi. Aż
musiałem walnąć dwie sety, żeby ręce przestały mi się
trząść… aaa, nie. Ręcę mi się trzęsą, bo jestem
alkoholikiem. Cały czas o tym zapominam.Reasumując, ten
film-ciekawostka jest obowiązkową pozycją dla każdego fana
horroru. Zwłaszcza jeśli widziało się już wszystko, włączając
Atak Krwiożerczych Tamponów, Ryjówkozaur vs Rekinoglebogryzarka,
czy Pan Tadeusz i Freddie Kruger w Piekle Dinozaurów.

Za ten kultowy klasyk wystawiam dwa
piwa, bo to akurat tyle, ile zdążycie wypić na spokojnie w trakcie
seansu. Na więcej nie styknie czasu.
Dla zainteresowanych:
Werdykt:

2 komentarzy

Dodaj komentarz