castle-freak-movie-poster-stuart-gordon

Potwór na zamku

CASTLE FREAK
POTWÓR NA ZAMKU
Co ma cztery metry wzrostu, posiada trzy uzbrojone w piły paszcze i strzela jadem z kręgosłupa? Na pewno nie tytułowy potwór…
Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ:
a) marzy mi się stwór z prawdziwego zdarzenia, na którego widok ryj przekształci mi się w banana
b) jestem w tej chwili ubzdryngolony
c) będę dzisiaj jadł kotleta
Dobra, leciwe żarty na bok, pewnie i tak macie dość moich prymitywnych wynurzeń.
 Pomimo moich narzekań na brak wyrafinowanego i ciekawego monstrum, maszkara, która w tej produkcji z zapałem człapie za bohaterami wcale nie prezentuje się tak źle, jak się wydaje.
Ale od początku. Rodzinka, której przewodzi znany wszystkim fanom kina klasy B Jeffrey Combs, dostaje w spadku rozległe zamczysko po zmarłej Duńskiej księżnej. 
Nie jest to modelowa rodzina, ponieważ żonka wyprasza swego męża z sypialni, nie mogąc zapomnieć tego, co zrobił w przeszłości. Myślicie że potknął się na krawężniku i zaliczył jakąś kobitkę? Też tak mi się wydawało, ale finalnie wyszło na co innego.
Ich niedowidząca (żeby nie powiedzieć tego dosadniej) córka podczas nocy ma fizyczny kontakt z czymś, co wyposażone w łańcuch na przegubie wypełzło z jednej z cel i choć dziewoja wychodzi z tego bez szwanku, to jest tą sytuacją wyraźnie zdegustowana i obrzydzona.
Paskuda o wybujałym temperamencie w końcu zaczyna siać popłoch na zamku, a sytuacji pikanterii dodaje fakt, że ojczulek po sporym okresie abstynencji znów zaczyna nadużywać alkoholu… cóż za emocje!
Dalej nie będę wam spamował. Miałem dość duże oczekiwania względem tego dzieła i choć nieco się rozczarowałem, to ogląda się to względnie dobrze. Stwór pomimo swej prostoty naprawdę daje radę, a Jeffrey jak to Jeffrey, świetnie odnajduje się w tego typu produkcjach.
Dla zainteresowanych:
Werdykt:

2 komentarzy

Dodaj komentarz