janek

Procentem po nerach #4 – Jan Jurkowski

 

Przed wami człowiek o wielu twarzach, który nie lęka się wcielać w mocno przerysowane postaci pokroju bezpalcego Noe czy też praworządnego Szatana, zwanego przez przyjaciół Sławkiem. Jak się przy okazji tego wywiadu okazało, wiedza Janka dotycząca interpretowania snów zadziwiłaby niejednego parapsychologa.

Na trzeźwo nie warto: W jednym z waszych odcinków z serii „Wielkie
konflikty”, a konkretniej mówiąc „G.F. Darwin vs Bóg”, potykacie się z
kosmatym i naburmuszonym Stwórcą, który przybył na spotkanie, by
sprawdzić czy Wasza twórczość jest obraźliwa dla jego boskiej istoty
oraz każdego prawdziwego katolika. Jak było naprawdę? Mieliście jakieś
negatywne komentarze od obrońców krzyża czy najazdy na dom, prowadzone
przez Lotny Patrol Katolicki?


Jan Jurkowski: W sumie to ten filmik powstał właśnie jako odpowiedź na
komentarze, które pojawiły się pod odcinkiem „Jezus vs Bóg” (jeszcze
kiedy ten odcinek był na naszym starym kanale – teraz Archiwum Darwina),
a komentarze te były bardzo barwne. Np. „Jesteście zj*bani a Bóg jest
miłością!” albo „Bardzo bym chciała zobaczyć jak się śmiejecie z Allaha,
a już najbardziej bym chciała zobaczyć wasze głowy nabite na pal…”,
więc pomyśleliśmy, że to dobry pomysł przekonać się, co by było gdyby
Bóg faktycznie dowiedział się o „Wielkich Konfliktach” i co by miał do
powiedzenia na ich temat. Podobał nam się też pomysł, że tak naprawdę
przegrywamy w tym odcinku, okazujemy się mali i zostajemy skazani na
wieczne potępienie. Generalnie mamy przesrane.

Na trzeźwo nie warto: Moje sprawne i zaprawione w wizualnych bojach oko zanotowało, że
całkiem nieźle wywijasz siekierą. Uczyłeś się profesjonalnie machać
ostrymi narzędziami, masz chore nadgarstki, które potrzebują ruchu czy
też była to improwizacja?

Jan Jurkowski: Ani nie uczyłem się tego profesjonalnie, ani nie mam problemów
z nadgarstkami, ani to nie była improwizacja. Jakoś tak od dziecka w
wolnych chwilach u babci na wsi macham sobie kijem od miotły, czysto
rekreacyjnie, udając, że jestem jakimś dzikim super-wojownikiem. W końcu
jako Noe mogło mi się to do czegoś przydać.

Na trzeźwo nie warto: To, co z impetem uderzyło mnie podczas odpalania sobie
któregokolwiek z waszych odcinków jest fakt, że zdajecie się być
wyszkolonymi i bardzo zdolnymi aktorami z dyplomami w szufladach. To
samo tyczy się aktorów, którzy występują epizodycznie, mówię tu choćby o
fenomenalnej kreacji Balladyny. Studia na PWST aż tak was zahartowały
czy też po uprzednim wryciu scenariusza wypijacie po pół litra na łeb
przed i odpalacie kamerę?

Jan Jurkowski: Wszyscy, którzy u nas grają (z nami włącznie) są aktorami po
PWST. Wszyscy sie znamy, stąd wiemy z Markiem kogo obsadzić w jakiej
roli, żeby wypadł w niej najlepiej jak może i wniósł do niej coś
swojego. Zawsze mamy jakieś małe próby przed zdjęciami, jakieś czytanie
tekstu, a jeśli nie ma czasu na próby to pracujemy na planie na bieżąco.
Wszystko musi być zawsze wcześniej przygotowane, bo nie mamy na planie
czasu na zabawy, mamy mało czasu i musimy zrealizować plan działania na
dany dzień, bo inaczej wszystko nam się posypie. Stąd stosunkowo mało
mamy bloopersów z planu, bo zawsze jesteśmy spięci i nastawieni głównie
na robienie.

Na trzeźwo nie warto: A jeśli o alkoholu mowa, czytelnicy na pewno chcieliby wiedzieć
ile potrafisz wypić i z jakimi gatunkami procentowych wspomagaczy masz
najwięcej do czynienia?

Jan Jurkowski: I tu wielka niespodzianka – nie piję alkoholu, więc nie wiem
ile potrafiłbym wypić, ani który gatunek procentowych wspomagaczy byłby
moim ulubionym.

Na trzeźwo nie warto: Swoją drogą, twój specyficzny styl, w jakim wypowiadasz swoje
kwestie bardzo przypomina mi nawijkę Cezarego Pazury, który użyczył
swojego głosu  Numernabisowi w filmie „Asterix i Obelix: Misja
Kleopatra”. Wzorujesz się trochę na innych aktorach czy stawiasz raczej
na naturalne predyspozycje?

Jan Jurkowski: Jakoś nigdy nie wzorowałem się na nikim, ale prawda jest taka,
że bardzo nam pasuje i podoba nam się humor Alana Chabata – przy naszej
drugiej serii „Wielkie Budowle” było to najbardziej widoczne. Styl
Chabata to właśnie takie realistyczne rozmowy między ludźmi, które
niekoniecznie muszą być ładne i przejrzyste. Mogą być one zupełnie
niechlujne i potoczne i tak właśnie my mówimy i piszemy. Zależy nam,
żeby wszystko w naszych filmach było jak najprawdziwsze, więc staramy
się być tak naturalni jak to tylko możliwe.

Na trzeźwo nie warto: Jasnym jest, że gdyby nie sprawiało to wam przyjemności nie
kręcilibyście odcinka za odcinkiem, ale nawet od takiej formy rozrywki
trzeba czasem odpocząć. Masz jakieś ciekawe formy relaksu? Dajmy na to,
rozkopujesz grządki w poszukiwaniu dżdżownic?

Jan Jurkowski: Czy ja mam jakieś formy relaksu… Chyba siedzenie na
laptopie, albo oglądanie filmów w domu, albo chodzenie do kina, albo
czytanie komiksów. Ja nie mam jakoś bardzo dużo wolnego czasu, dużo
jeżdżę po Polsce, a jak już wracam do Warszawy to zawsze mamy coś do
nagrania, albo zmontowania, więc wolnych chwil jest mało. Ale te którą
są, są bardzo cenne.

Na trzeźwo nie warto: Każdy ma jakieś cechy, do których wolałby się nie przyznawać. Ja
na przykład nie umiem pływać, mam płaskostopie, skoliozę i do tego
fatalnie gotuję. Czym ty mógłbyś się (a w tej chwili musisz)
„pochwalić”?

Jan Jurkowski: Taka rzecz, do której musiałem w pewnym momencie się przyznać
przed samym sobą i przy okazji wszytkimi dookoła, to moje łysienie,
którego oficjalny „coming out” nastąpił już dawno temu jeszcze przy
okazji serii o Ludwiku Montgomerym, wtedy miałem jeszcze piękne włosy
zaczesane na lewo. Ale to już było dawno i nieprawda. Jednak wcale nie
było to łatwe. Decyzja, żeby w końcu wziąć maszynkę i się „ołysić” była
bardzo ciężka.

Na trzeźwo nie warto: Zetknąłeś się kiedyś z niskobudżetowymi produkcjami jakie
opisywane są na blogu? „Piraniokonda”? „Ośmiorekin”? „Noc kurczęcich
trucheł”? Mówią Ci coś te tytuły czy raczej z kijem w ręku wolisz omijać
takie dziwadła, skupiając się na komediach z Adamem Sandlerem?

Jan Jurkowski: Nie znam tylko „Nocy kurczęcich trucheł”. Na pewno wolę
obejrzeć dla zabawy właśnie takie produkcje niż komedie z Adamem
Sandlerem, który od 10 lat jest dla mnie symbolem koszmaru i
zmarnowanych każdorazowo dwóch godzin życia. Czasami dobrze sobie umilić
czas produkcjami studia Asylum, albo innymi podobnymi dziełami, których
niemało. Nawet Uwe Boll chce być oglądany. Poza tym o wiele łatwiej
znaleźć zły film, niż dobry, więc w sumie bardziej opłaca się oglądanie
tych złych.

Na trzeźwo nie warto: Pamiętasz jak wspomniałem o mojej niebywałej spostrzegawczości? No
to wiedz, że zauważyłem w jednym z odcinków odniesienie do twórczości
Monty Pythona, a konkretnie „Świętego Graala”. Podobnie jak ja,
wychowałeś się na ich twórczości czy odniesienie do nich było raczej
pomysłem twego wiernego druha, Marka Hucza?

Jan Jurkowski: Wydaje mi się, że akurat ten motyw ja tam wprowadziłem, ale
zarówno Marek jak i ja wychowaliśmy się na Pythonach, na ich filmach i
skeczach. „Żywot Briana”, „Sens życia” czy „A teraz coś z zupełnie innej
beczki” to są nasze wspólne punkty odniesień i zawsze będziemy chcieli
do nich równać. Tak samo jak do innych twórców takich jak Fry i Laurie,
Fast Show, Mann i Materna, a ze współczesnych duetów np. Simon Pegg i
Nick Frost. Wszyscy oni mieli/mają swój własny styl i my też mamy
nadzieję wyrobić sobie własny, który będzie dla nas charakterstyczny.

Na trzeźwo nie warto: I na koniec trochę niestandardowe pytanie. Śniło mi się kiedyś że
byłem mątwą, a wokół mnie pływały takie drobne rybki, które miały
doczepione do płetw pamiątkowe medale. Wiesz co to mogło oznaczać?

Jan Jurkowski: Po pierwsze nie wiedziałem, że medale mogą być pamiątkowe.
Zawsze myślałem, że medale to takie „coś” za zasługi, albo jakieś
osiągnięcie, ale w takim razie następnym razem wracając zza granicy
przywiozę rodzinie pamiątkowe medale zamiast taniej figurki, albo
pocztówki.
Co by to mogło oznaczać? Pewnie, że startowałeś w konkursie na
„drobną rybkę” ale byłeś mątwą, więc niczego nie wygrałeś i reszta
drobnych rybek rubasznie się z ciebie śmiała. Mam tylko nadzieję, że nie
śniło ci się to gdzieś w nowym miejscu pierwszej nocy, bo sam wiesz co
to oznacza. Twój sen się spełni.

 

1 komentarz

Dodaj komentarz