hellraiser_bloodlines_cover

Wysłannik piekieł 4: Dziedzictwo krwi

HELLRAISER 4: BLOODLINE
 – 
WYSŁANNIK PIEKIEŁ 4: DZIEDZICTWO KRWI

Kiedy dowiedziałem się, że główna część fabuły czwartego Hellraisera odbywa się w kosmosie, od razu przypomniał mi się „Jason X”, gniot, który niczym tygodniowa biegunka spustoszył mój organizm parę lat temu.

Spodziewałem się kolejnego odcinania kuponów, od docenionej przez fanów marki, iście dziwkarskiego podejścia producentów i wszechobecnych gównianych pomysłów, serwowanych przez scenarzystów. Na szczęście, bardzo miło się rozczarowałem.



Autorzy przedstawiają nam historię stworzenia kostki oraz losy potomków jej wynalazcy, którzy obciążeni dziedziczną klątwą stawiają czoła Cenobitom.

Pierwszym, co rzuca się w oczy po kilkudziesięciu minutach gapienia się w monitor, jest kompletny brak wspomnianych już sadomasochistycznych dziwaków. Zamiast nich, pojawia się za to demon w kobiecej postaci, który zamiast bólu i cierpienia, woli majtać cyckami i uwodzić.

Fabuła przeskakuje między trzema różnymi pokoleniami Le Marchandów dopisując do historii serii to, czego do tej pory moglibyśmy się tylko domyślać. Pihead i jego towarzysze, wzorem zachowań z pierwszej części spoważnieli, nie zarzucając widza gówniarskimi hasełkami rodem z podstawówki.
Gdy pojawiły się napisy końcowe, a ja spałaszowałem ostatniego krokieta z sosem czosnkowym, wiedziałem, że z pewnością zobaczę następna odsłonę.

Bawiłem się znacznie lepiej niż na „trójce”, która aż kipiała od wkurwiających pierdółek, które irytowały zamiast ciekawić. Załatwcie sobie trochę przekąsek, kupcie/ukradnijcie/wysępcie dwa browce i bawcie się dobrze.

Dla zainteresowanych:
http://www.youtube.com/watch?v=tziWhwZqt2s

Werdykt:

Brak komentarzy

  • Anonimowy

    30 maja 2014 at 12:23

    Buhaha! Postaraj się trochę bardziej, jeśli chcesz, by ktoś uwierzył, że Twój amatorski bełkot to recenzowanie filmów. Nie znasz się na filmach, więc po co się za to bierzesz?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz