yrek

Yyyreek! Kosmiczna nominacja

YYYREEK! KOSMICZNA NOMINACJA
Jeśli „Diuna” Herberta jest dla was zbyt rozwlekła, „Wiedźmin” Sapkowskiego za bardzo fantastyczny, a o „Nekroskopie” Lumley’a nawet nie słyszeliście, to prezentowane tu dzieło być może bardzo wam przypasuje.
Dobra, trochę jaja sobie robię bo nie każdy lubi poczytać, ale faktem jest, że prezentowane tu gówno nadaje się wyłącznie do podtarcia własnej dupy i niech szlag trafi ludzi, którzy spizgani psychotropami stworzyli ten film.
W tym miejscu przepraszam za tę reckę, ale zostałem podpuszczony i musiałem to obejrzeć. Hańba patafianowi, który mi to polecił…
Fabuła w wielkim skrócie prezentuje się tak: tytułowy bohater zostaje mianowany naczelnym reproduktorem, który kontaktuje się z kosmosem. 
Ściga go parka agentów, jego żona ma mu za złe puszczanie się z kosmitką, a reszta bohaterów pełni taką samą funkcję jak reklamy w telewizji. Są zapychaczem.
Z bólem jąder podziwiałem perypetie pracowników hotelu, koło którego ma lądować ufo oraz „Yrka”, któremu przy kontakcie z kosmitami świeci ogolony jak u kretyna czerep.
Warstwa fabularna, jak można się tego spodziewać jest lotów zagryzanego przez wilka kuraka, a pierdolenie postaci pobocznych o Syzyfie i innych gównach doprowadzić może do poronienia nawet u dziewic.
Muszę wam pisać czy w ogóle poleciłbym komukolwiek tego gniota? 
No to napiszę… NIE. 
Dla zainteresowanych:
Werdykt:

6 komentarzy

Dodaj komentarz